Witamy na stronie: Reportaże

Widziałeś to, czego nie widzieli inni? Przeżyłeś przygodę życia lub po prostu zafascynowało Cię niezwykłe miejsce? Opisz je i opublikuj swój artykuł.

« Czytaj inne reportaże użytkowników »

Chiny - inne niż zwykle

Chiny - inne niż zwykle
Ocena: 5.00 (1 głosów)

Wyslij znajomemuWyślij znajomemu Udostępnij


Gdybym wiedział, że siedząc w pociągu, mogę łatwo oberwać lecącym makaronem, zapewne byłbym ostrożniejszy. Dostałem nim, bo ktoś kilka miejsc dalej wyrzucił miskę z niedojedzoną zupką typu instant przez uchylone okno. To tu normalne. Gorsze do zniesienia wydawało się obserwowanie siedzącej naprzeciwko Chinki, która zajadała się wyciąganą z papierowej torebki przekąską. Dziewczyna była ładna, jednak szkopuł w tym, że obgryzała mięso ze smażonych kurzych łapek. Pomyślałem wtedy, że są może przynajmniej zdrowsze niż amerykański popcorn.

W ostatnich kilku latach dużo się mówi o Państwie Środka, szczególnie od czasu ostatniej olimpiady. Z tego powodu wiele osób chce tam pojechać lub przynajmniej dowiedzieć się trochę o życiu mieszkańców, kuchni czy innych aspektach ciekawych dla człowieka z zewnątrz. Z przyjaciółmi odwiedziliśmy Chiny dwa lata przed olimpiadą, kiedy w niektórych miejscach widok białych budził sporą sensację. Spędziliśmy tam miesiąc. Z jednej strony to bardzo krótko, prawie nic, jak na poznanie kraju wielkości Europy. Z drugiej zaś, na tyle długo, by zaobserwować wiele ciekawych zjawisk i zwyczajów. Ze względu na bardzo ograniczone fundusze, a jednocześnie chęć doznania wielu przygód, do Chin dostaliśmy się z Polski pociągiem. Na miejscu podróżowaliśmy tanimi środkami komunikacji, dzięki czemu mogliśmy lepiej poznać lokalny folklor i podpatrywać zachowania mieszkańców najludniejszego państwa świata. To one wydawały nam się o wiele ciekawsze niż odwiedzane słynne zabytki, takie jak Terakotowa Armia, Chiński Mur czy Wielki Budda z Leshan. Po przekroczeniu chińskiej granicy człowiek od razu ma wrażenie, jakby znalazł się w innym świecie. Weszliśmy na dworzec w północnej części kraju, by kupić bilet do Pekinu. Niestety patrząc na elektroniczną tablicę z rozkładem jazdy potrafiliśmy odczytać tylko cyfry. Postanowiliśmy spytać o zakup biletu w informacji, ale niestety Pani tam pracująca nie znała angielskiego, ani rosyjskiego. Postanowiliśmy przy użyciu słownika jej wyjaśnić, dokąd chcemy się udać, ale nic nie wskóraliśmy. Dopiero w połączeniu z językiem migowym i nieartykułowanymi dźwiękami (udawaliśmy jadącą lokomotywę) pojęła, że chcemy kupić bilet. Zanotowała coś na kartce (jakiś numer i dwie litery). Z papierkiem udaliśmy się do kolejki przy kasach. Panowały tam ożywione dyskusje i straszny hałas. Na szczęście jeden z gości w kolejce usłyszał naszą rozmowę i zagadnął nas po rosyjsku. To było nasze wybawienie. Kupił nam bilety i nawet jechał z nami część trasy, przy okazji tłumacząc nam niektóre aspekty chińskiej kultury. Jedna z rzeczy, do której musi się przyzwyczaić podróżujący przez państwo środka to plucie. Trudno powiedzieć z czego to wynika, ale każdego dnia kilka razy słychać było charkot i spluwanie, przy czym robili to normalni obywatele, a nie bezdomni, czy pijacy. Tych drugich zresztą w Chinach prawie nie widzieliśmy. Tłumaczono nam, że jeśli ktoś jest bogaty, to nie ma powodu, by zalewać smutki alkoholem, a na pewno nie będzie robił tego publicznie. Jeśli zaś ktoś jest biedny, to w tym kraju oznacza to naprawdę przymieranie głodem i nie stać go na żaden alkohol, bo musi kupować jedzenie, które wcale nie jest w Chinach aż tak tanie.

Druga kwestia, do której trzeba się przyzwyczaić, to wygląd toalet. W większości miejsc w których byliśmy (hostelach, w pociągach, na dworcach, itd.) w pomieszczeniach oznaczonych jako WC nie ma muszli klozetowych, lecz są tam wyłącznie dziury w podłodze. Oczywiście standard tych dziur też się różni. Od najprymitywniejszych otworów w podłodze (w pociągach trzeciej klasy) po ekskluzywne (w hotelach), gdzie woda spłukiwana jest na fotokomórkę. Oczywiście, w wielu miejscach, gdzie przebywają przeciętni turyści z Europy i Ameryki, muszle klozetowe występują, ale my trafiliśmy na nie zaledwie kilka razy. Brak muszli klozetowych tłumaczy się we wschodniej Azji najczęściej tym, że podobno zdrowiej jest kucać niż siedzieć. Na tym jednak nie kończy się niezwykła różnica. W wielu miejscach, które odwiedziliśmy poszczególne kabiny z dziurami nie miały drzwi, inne nie miały całych ścianek, a jedynie przegrody wielkości parawanu. Jeszcze inne nie posiadały nawet takiej przegrody. Na pewno nie jest to kraj dla ludzi ceniących sobie prywatność. Każdy z nas zrozumiał to, gdy kucając nad dziurą słyszał i widział kucającego obok faceta rozmawiającego przez telefon komórkowy lub czytającego gazetę. Bardzo trudno jest przystosować się w Chinach do tłoku. Ludzi wszędzie jest tutaj pełno. W metrze, w autobusach, na drogach, na chodnikach, w kolejkach, na polach… Tak, jest ich na tyle dużo, że każdy musi zobojętnić się na to, że jadąc do pracy stoi o centymetr od trzech innych osób, a jego twarz prawie dotyka obcej twarzy. Podobnie jak w Japonii, często spotyka się tutaj „upychaczy” – jeśli jest naprawdę ciasno malutka, ale dziarska pani pcha ludzi dotąd, aż zmieszczą się wszyscy. Tłum nie protestuje i do autobusu może wejść naprawdę sporo podróżnych. Ruch ludzi bardzo usprawnia system wchodzenia i wychodzenia z pojazdu. Wchodzić można tylko skrajnymi drzwiami, a wychodzić środkowymi. Pociągi w Chinach są punktualne, jeżdżą szybko i cicho, nawet te najgorsze. Nie jest tu jednak zawsze tak różowo, zwłaszcza  w zatłoczonej trzeciej klasie. Biali rzadko w niej jeżdżą. W odróżnieniu od pozostałych klas, nie ma tu miejscówek. Wobec tego, kto pierwszy ten lepszy. Ale najczęściej ten, kto jedzie z pierwszej stacji – siedzi, inni – stoją, siedzą na podłodze, leżą… Co gorsza, małe dzieci nie noszą tu pieluch, lecz mają w śpioszkach wycięcia i jeśli któryś szkrab chce zrobić siusiu, mama wystawia go nad korytarz, nad rozciągniętą na podłodze gazetę i już… Podobnie było też w pociągowych poczekalniach. 

Nie można zapominać, że wiele jest bardzo pozytywnych i zaskakujących aspektów życia w Chinach. Ludzie są przyjacielscy i nawet jeśli nie znają obcych języków, starają się pomóc. Nieraz proponowali nam wygodniejsze miejsce do siedzenia, ułatwiali przejście, wskazywali na migi drogę. Ten kraj, choć panuje w nim komunizm, sprawia wrażenie, że przeciętny obywatel nienajgorzej się tu czuje. Społeczeństwo nie jest na przykład zastraszone i nie boi się łamania przepisów drogowych. Przechodzenie całego tłumu na czerwonym świetle na oczach policjantów to w Pekinie normalka.
Bardzo dobrze mają się w Państwie Środka ludzie starsi. W Europie zwykle przesiadują oni w domach, są coraz bardziej samotni i zlęknieni. Można sądzić, że w Chinach im ktoś jest starszy, tym ma bogatsze życie towarzyskie. Wiele razy widzieliśmy ogromne tłumy staruszków grających w parkach i na ulicach w madżonga, tańczących przy puszczanej głośno muzyce, czy ich grupy uprawiające tai chi. Jednak najbardziej zaskakujące było zaobserwowanie kilkunastu pań po pięćdziesiątce, grających w popularną wśród polskich nastolatków „zośkę”. Nie sposób nie wspomnieć o herbacie – chyba jedynym napoju, który naprawdę gasi pragnienie podczas upałów. Herbatę piją tu wszyscy i wiedzą, co robią. Popularne napoje gazowane czy woda mineralna nie wystarczą, gdy wilgotność sięga 100%, a temperatura 44 °C. Herbatę dostaje każdy, kto je w barze, czy restauracji (często nie jest w ogóle doliczana do rachunku). Można też kupić ją w plastikowych butelkach – większość rodzajów jest smaczna i skuteczna w walce z upałami. Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w Chinach jest chyba jedzenie. Każdy region jest pod tym względem odmienny, jednak gdzie by się nie jadło, potrawa jest zwykle bardzo ciekawa, wygląda apetycznie i ma bogaty smak. Na mieście jada tu więcej ludzi niż w Europie, chyba głównie dlatego, że często nie ma gdzie tego jedzenia łatwo przyrządzić (za mały metraż, brak kuchni, wody etc.).  O ile ktoś nie jest bardzo bogaty, powinien stołować się w barach, w których jadają miejscowi, położonych zwykle nie przy głównych ulicach, lecz lekko na uboczu. Mają co prawda wyłącznie chińskie menu, ale są tańsze, a składniki są zawsze świeże. Aby zamówić jedzenie, nie rozumiejąc nic z menu, można postąpić na cztery sposoby. Pierwszy polega na wylosowaniu dowolnego dania i modlitwie, by było to zjadliwe dla Europejczyka. Pechowiec może w niektórych regionach trafić w ten sposób na zupę ze szczura albo ptasi móżdżek. Druga metoda jest bezpieczniejsza – posługując się słownikiem należy odczytać, do jakiej kategorii należy potrawa (wieprzowina, warzywa, zupy), co nie jest takie trudne, a następnie wybrać potrawę mieszczącą się w przeciętnym przedziale cenowym dla tej kategorii. Trzecia to kalambury. Jeśli chcemy zjeść kurczaka, należy gdakać i machać rękami jak skrzydłami. Gorzej, jeśli chcemy ananasa… Wówczas możemy użyć czwartego sposobu i nauczyć się od jakiegoś angielskojęzycznego Chińczyka pełnej nazwy potrawy z ananasem (lub tej na którą mamy ochotę) i powiedzieć ją do przyjmującego zamówienie. Jeśli nazwa jest kilkusylabowa jest szansa, że nasze zamówienie zostanie zrozumiane. Chiński jest jeżykiem, gdzie ogromne znaczenie mają akcenty. O ile coś nie jest napisane, może być różnie rozumiane, nawet jeśli wymowa będzie identyczna. Sprawę komplikuje fakt, że prawie każdą zgłoskę można odczytać na cztery sposoby. Z tego powodu jeśli nie jesteśmy studentami sinologii, szansa, że pojedynczy wyraz zostanie zrozumiany jest niewielka. Lepiej nauczyć się kombinacji. Przykładowo, gdy prosiliśmy o ryż (po chińsku brzmi „fan”), wiele osób nie wiedziało o co nam chodzi. Ale jeśli prosiliśmy o jedną miskę gotowanego ryżu (co brzmiało „ji łan mi fan”), wszyscy nas rozumieli. Gdy już opanuje się sztukę zamawiania potraw, warto zaszaleć i kupować droższe i bardziej wyszukane potrawy, choć tutaj nawet jedno z najpopularniejszych dań – kurczak „kung pao” (z orzeszkami ziemnymi i szalotką) – smakuje wprost wyśmienicie. Należy uważać tylko na potrawy ostre i gdy okaże się, ze zamówiliśmy coś bardzo pikantnego, nie próbować za wszelką cenę skonsumować potrawy do końca, bo tutejsze przyprawy wymagają naprawdę stalowych żołądków.

Trudno opisać w tak krótkim artykule wszystkie niezwykłe rzeczy, które widzieliśmy w Chinach. Na pewno warto odwiedzić ten kraj i przeżyć wspaniałą przygodę. Szczególnie polecam podróżowanie na własną rękę i jak najtańszym kosztem – można wtedy więcej zobaczyć i doświadczyć. Jednego jestem pewien: każdy kto tu przyjedzie, zapamięta swój pobyt tutaj na zawsze. 


 

autor: Marek

Komentarze

+ dodaj komentarz