Witamy na stronie: Reportaże

Widziałeś to, czego nie widzieli inni? Przeżyłeś przygodę życia lub po prostu zafascynowało Cię niezwykłe miejsce? Opisz je i opublikuj swój artykuł.

« Czytaj inne reportaże użytkowników »

Paryskie Całusy

Ocena: 5.00 (2 głosów)

Wyslij znajomemuWyślij znajomemu Udostępnij

Otulam się mocno, jedyną ciepłą rzeczą jaką wzięłam w podróż, szczerze zdziwiona lipcowym chłodem na lotnisku. Co się dzieje…? 1,5 godziny wcześniej, na gdańskim lotnisku pana Wałęsy, upał powodował, że cieniutki materiał mojej sukienki przyklejał się do ciała. Dziki wiatr rozwiewa moje niesforne, blond włosy, ale zupełnie nie zwracam na to uwagi, zaintrygowana tym co się dzieje wokół. Pokręcony żargon, kompletnie nie zrozumiałego dla mnie języka, tłum turystów z wielgachnymi bagażami, w tym fani książek Dana Browna w koszulkach z angielskim napisem „Śladami kodu Leonarda da Vinci”, panowie z czarnych mundurach z niebiesko – biało – czerwoną flagą… Tak. Jestem we Francji.

Tatusiowe zaproszenie swojej najmłodszej córki do pracy z hotelu wprawiło wszystkich w zdumienie. Mnie też. Ale bardziej w zachwyt. Po pierwsze: Dla świeżo upieczonej studentki turystyki i rekreacji na UMK to niepowtarzalna możliwość wypełnienia permanentnej dziury budżetowej w portfelu. Po drugie: Upragniona lustrzanka była już w zasięgu reki;) A po trzecie: Paryż, dla niepoprawnych romantyków, to istny raj na Ziemi. Po tygodniu wyczerpującego uwijania się z mopem, szwagrem i odświeżaczem powietrza, otrzymałam upragnioną tygodniówkę i jeden free day. Niestety, jak do tej pory nie zdarzyłam poznałam żadnego kasiastego Jean Pierre’a z wąsikiem i gustowną apaszką więc kupiłam dość wiarygodny przewodnik, ubrałam wygodne tenisówki, naładowałam aparat i ruszyłam w samotną wyprawę po Paryżu.

Kościół Sacre Coeur był pierwszym punktem na mojej liście miejsc obowiązkowych. Ciężka wspinaczka po wysokich schodach opłacała się, bo oto ujrzałam przed sobą olśniewająco białą bazylikę, która dumnie prezentowała się na wzgórzu Montmatre. Niesamowicie podniecona i podekscytowana weszłam do środka, ignorując zakaz fotografowania (oczywiście wyłączając flash). Jakaś intymna, wręcz mistyczna atmosfera tego miejsca powodowała, że z reguły dość hałaśliwi turyści kroczyli w stronę ołtarza jak zahipnotyzowani… Po wyjściu kontemplowałam jeszcze chwile magie bazyliki, słuchując się w delikatne dźwięki harfy, na której grał pan w czarnym berecie. Całuśny balsam dla duszy… Kierując się w strone Placu Pigalle mijałam różnie i różniste sex shopy , porno shopy, souvernirs sexy, sex toys and gadgets… romantyzm szlag trafił!:) Podobno, na wpomniałym już przeze mnie Placu Pigalle, moja imienniczka zbiera jesienią kasztany… cóż… ja zebrałam fajne fotki i poszłam dalej. Paryskie życie nocne owiane jest legendą, a w tą legendę najlepiej wpisują się wystawne rewie z niekoniecznie ubranymi tancerkami m.in. w Moulin Rouge. Za dnia miejsce to wygląda niepozornie, jednakże moja ekscytacja wzięła górę, ponieważ oto stałam przed prawdziwą kolebką nieśmiertelnego kankana. Moje myśli przywołały ponadto szalone obrazy z barwnego musicalu „Moulin Rouge” z Ethanem i Nicole… Przywołałam się do porządku i ruszyłam dalej w poszukiwania podziemnego oblicza miasta.

Paryskie metro to nowoczesna sieć komunikacji wszystkich części metropolii. Kurcze… jako że pochodzę z małego miasteczka na Kujawach, ten elektroniczny sprzęt wydający bilety, przyprawił mnie o niemały zawrót głowy. Po kilku moich żałosnych błaganiach, automat litościwie wydał bilety na przejazd. Jechało mnóstwo ludzi. Kolorowych ludzi. W garniturach i w rastafariańskich workach. W eleganckich fryzurach błyszczących lakierem i w czerwono – zielonych irokezach. Metro – connecting people:-) Dosiadłam się do Murzyna obwieszonego złotymi łańcuchami. Kiedy uśmiechnął się do mnie, zobaczyłam, że złotą ma także jedynkę;) Ja również błysnęłam zębami (naturalnymi), a On bezceremonialnie podał mi słuchawki od swojego iPod-a. Wydawać się może, że Murzyn słuchający czarnego rapu to nic niezwykłego, ale dla mnie to była mega zabawna sytuacja:) Na szczęście mówił po angielsku więc wydukałam, że nie lubię takiej muzyki ale ta jest w porządku (świeżo po maturze z anglika byłam z siebie maksymalnie dumna z każdej przeprowadzonej rozmowy) Pokonując kręte, podziemne ścieżki dotarłam na powierzchnię.

Pełnia turystycznego sezonu kwitła… uliczne stragany zachęcały miniaturowymi zabytkami, tysiącami obrazów a prowizoryczne antykwariaty kryły w szarych kartonach prawdziwe, książkowe perełki. Każdy znajdzie tam coś dla siebie... i solidnie odchudzi portfel. Osobiście wzbogaciłam się o koszulkę z czerwonym serduszkiem, z nieśmiertelnym napisem „I LOVE PARIS” (troche kiczowate, ale co tam;) Ponadto zakupiłam kilka pocztówek, podstawki do piwa z etapami budowy wieży Eiffla, a z tego wszystkiego najlepsza jest arabska torba z paryskiego bazaru z metką Made In China:) Nieźle mnie to rozbawiło, za chwile jednak serducho mocniej zabiło mi na widok wyłaniającej się katedry Notre – Dame. Totalny gotyk na dotyk… stałam z otwartymi ustami, nie zważając na kłębiący się tłum wokół mnie. Ogromne portale wejściowe, przepiękne rozety, słynne gargulce… Victorze Hugo, dziękuję za Dzwonnika z Notre – Dame:) Spojrzałam pod nogi i zauważyłam, że lewym trampkiem stoję na punkcie zero – miejscu na dziedzińcu, z którego mierzone są wszystkie odległości z i do Paryża. Wow!:)

Nie zdążyłam się jeszcze otrząsnąć z „notre – damskich” wrazeń, a już za chwilkę wyrosło przede mną największe muzeum świata. Gdzieś czytałam, że jeśli chciałoby się w Luwrze oglądać każdy obraz przez 5 minut, musiałoby się tam spędzić 2 lata… Spragniona kontaktu z kulturą wysokich lotów, musiałam obejść się smakiem… gdybym była facetem, broda urosłaby mi po kolana w tych kolejkach! Stałam u stóp ogromnej, szklanej piramidy i chłonęłam atmosferę. Ach Mona Lizo… obiecuję sobie, że jeszcze kiedyś ujrzę Twój uśmiech… A moje usta uśmiechały się na widok wszechobecnych, zakochanych par, które spacerowały wzdłuż Sekwany…Och, brunet i brunetka skradli sobie zmysłowego całusa… nie, wcale nie jestem zazdrosna…;) Mój przewodnik zakomunikował mi, że oto przede mna dumnie prezentuje się Muzeum d’Orsay. W efektownie przebudowanym dawnym dworcu, pysznie prezentują się dzieła malarzy światła – impresjonistów. Idźmy dalej, bo zaraz się popłacze z żalu, że nie mam czasu tam wejść…:)

Przecudownym mostem Aleksandra III przeszłam na drugą stronę Sekwany. Promienie słońca odbijały się do złotych, skrzydlatych rumaków stojących na wysokich kolumnach mostu. Moje wrażenia estetyczne szczytowały… Ale oto Ona. Widziałam Ją już z daleka…300-metrowy symbol Francji. La Dame en Fer. Żelazna Dama. Aż strach pomyśleć, że po 20 latach wieże Eiffla chciano rozebrać… Zachwyciła mnie masa zieleni wokół Niej i przeraziła masa turystów. Języki z całego świata bombardowały moje uszy. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, za plecami usłyszałam głośne „Jadźka! Ale kolejka!” to było pocieszne:) Sceptycy Żelaznej Damy z bliska widzą w Niej jedynie kupe zadzerwiałego złomu, ale kiedy staną na balkonie Champs Elysees to zgodnie stwierdzą, że widok jest niczym z profesjonalnej widokówki. Usiadłam na schodach i syciłam się Jej pięknem. Przy okazji zostałam poproszona o zrobienie fotki przez dwóch sympatycznych gejów (uwieczniłam Ich wesoły całus:) Potem przedsiębiorczy Murzyn wcisnął mi 5 wieżyczek na 5 euro ( niby promocja), a kiedy to ja poprosiłam o fotkę, jakiś pan spontanicznie przyssał się do mojego policzka. Jezuu…:)

Paryż to miasto mody, gastronomi i sztuki… powiewa troszkę snobizmem, prawda?:) Tak naprawdę Paryż to miasto miłości, zamykając w tym pojęciu wszystkie sexy sklepy, romantyczne kawiarnie, ogromne deptaki wzdłuż Sekwany a także… prezerwatywy sprzedawane dosłownie na każdym rogu:) To miasto zachwycających się nim ludzi, jakże przyjaznych i otwartych… Z wypracowanymi odciskami na stopach i zbiorem niekoniecznie wzniosłych lecz osobistych zdjęć... To wszystko sprawia, że Paryż staje się Nam bliższy i za wszelką cenę chce się do niego wracać.

Dołączam oczywiście kilka fotek, tych niekoniecznie wzniosłych lecz ogromnie osobistych. I przepraszam za ta datę u boku, wszystkich profesjonalnych fotografów i tych, którzy znają się na tym nieco lepiej niż ja:)

autor: Zuzanna

Komentarze

+ dodaj komentarz

2011-01-07 15:07:28
ehhhh.... to jest zycie:) \r\nmoze kiedys i ja bede miala mozliwosc tam byc:D\r\nswietna historia.. nie myslalas o napisaniu ksiazki??

Tosia